Hermiona obudziła się na podłodze. Obok niej leżał skopany koc.
- Co ja robiłam w nocy? - zapytała się swojej przyjaciółki Parvati ,drapiąc się po głowie.
-Strasznie się wierciłaś w łóżku...miałaś jakiś sen czy co? - spytała podejrzliwie Hinduska
- Ano - zaśmiała się - Śniły mi się święta. Przecież to już niedługo!!! - ogarnęła ją dzika euforia.
- Lepiej będzie jak już się ubierzesz - powiedziała Parvati wychodząc.
- Co? - majaczyła Mionka - KTÓRA GODZINA?! - wrzasnęła nagle patrząc na zegar.
Złapała w biegu błękitne rurki i fioletową koszulę. Przebrała się i pobiegła do łazienki rozczesać włosy. Psiknęła lawendową mgiełką po czym zeszła do pokoju wspólnego. Nie było tu żywej duszy.
- Spóźniłam się? Lekcje się już zaczęły? - mówiła do siebie.
- Zgadnij co dzisiaj jest! - usłyszała nagle znajomy głos. To był głos Freda.
Stał za nią i uśmiechał się figlarnie. Właśnie to w nim lubiła. Ale czy to była tylko przyjaźń?
- Chodź na błonia - powiedział rudzielec ciągnąc ją za rękę.
- Ale Fred! Poczekaj...ja się spóźnię na lekcje! - wołała dziewczyna.
Nie reagował. Szli teraz po błoniach ,w pewnym momencie ją puścił. Poczuła ,że ktoś zawiązuje jej coś na oczach. Przez następne minuty szła w milczeniu. Materiał spadł z jej oczu i zobaczyła cudownie przystrojone jej ulubione drzewo ,pod którym zawsze siadała na przerwach. Z gałęzi zwisały kolorowe wstążki. Wszędzie były porozwieszane dekoracje.
- Fred?! Wyłaź! Cudownie tutaj ale pokaż się! - krzyczała szatynka.
- WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!! - zza drzewa wyskoczyło co najmniej parę osób. Jej przyjaciele...Ginny ,Harry ,Ron ,George i Fred.
- Ale...z jakiej to okazji? - zdziwiła się Hermiona.
- Twoje urodziny głuptasie! - zawołała Ginny.
Mionka nie zdążyła odpowiedzieć bo nagle znów ogarnęła ją dzika euforia. Tym razem ze zdwojoną siłą. Wszyscy zaczęli jej wręczać prezenty i składać życzenia.
- Chwila ,chwila...dlaczego nie ma dziś lekcji? - spytała się zaniepokojona.
- Jest sobota Miona! - tym razem odpowiedział jej Fred.
- Wybaczcie...jestem dzisiaj lekko zakręcona - odparła rumieniąc się.
- Ja bym powiedziała zakochana ,czyż nie? - szczerzyła się Ginny - Kim jest ten tajemniczy gość?
- Ginny ,chodź na chwile na bok. Wszystko ci powiem. - szepnęła szatynka - Przepraszam was na chwilkę - powiedziała do reszty i poszła z Ginny za drzewo.
- Gadaj! - rozkazała jej podniecona Ginny.
- No więc...Fred - wydusiła z siebie.
- Wiedziałam! Po prostu wiedziałam!!! Mionka jest zakochana! Mionka jest zakochana!!! - wrzeszczała małolata.
- Ćsiii! - uciszała ją Hermiona.
Potem zaczął padać śnieg. Zrobili bitwę na śnieżki po czym usiedli na śniegu i zajadali się fasolkami wszystkich smaków. Wracając do wieży Gryffindor'u Fredowi udało się założyć szatynce bransoletkę kiedy nie patrzyła. Było na niej wygrawerowane "Na zawsze razem". Naprawdę ją kochał! Nie wiedział tylko czy to on jest obiektem jej westchnięć...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
KOOONIEC! Krótkie bo krótkie ,ale podoba się?
http://www.youtube.com/watch?v=6I6Tj5pLJy0
Przy tym pisałam ♥
Bye ,bye!
piątek, 30 listopada 2012
wtorek, 27 listopada 2012
Prolog
Hermiona obudziła się bardzo wcześnie.
-Zdecydowanie za wcześnie. - powiedziała wzdychając - No nic...w końcu trzeba się wygramolić z łóżka.
Przez całą noc towarzyszył jej ten dziwny ścisk w żołądku. Wzdrygnęła się na samą myśl o eliksirach ze Snapem ,lecz gdy w myślach ujrzała roześmianą twarz Freda na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
Siedziała tak na łóżku dłuższą chwilę. Kiedy uświadomiła sobie co przed chwilą robiła ,natychmiast spłonęła rumieńcem. To musiało dziwnie wyglądać. Westchnęła po czym poszła do łazienki. Wzięła prysznic i ubrała się w granatowe rurki , czerwoną bluzkę z falbankami i czarne trampki. Rozczesała swoje puszyste włosy i użyła perfum ,które dostała na święta od mamy. Miały zapach lawendowy.
-Mmm...- mruknęła dziewczyna wąchając flakonik - Tego mi było trzeba!
Spojrzała w lustro i dojrzała w nim śliczną szatynkę która dziś miała iść do piątej klasy w Hogwarcie.
Czas tak szybko mija. Przypomniała sobie siebie ,kiedy na jej głowie spoczywała tiara przydziału. Bała się wtedy do jakiego domu ją przydzieli. Lecz kiedy tiara wykrzyknęła "Gryffindor" cały strach zniknął. Uśmiechnęła się do swojego odbicia i zeszła na śniadanie taszcząc za sobą po schodach wielki kufer.
-Pomogę ci kochanie! - powiedział pan Granger podtrzymując kufer który o mało co nie spadł ze schodów.
-Dzięki tato - odpowiedziała szatynka zbiegając za nim po stopniach na śniadanie.
Hermionie na widok tostów z dżemem zrobiło się ciepło na żołądku. Pochłonęła migiem swój posiłek i zwróciła się tym razem do mamy.
- Kiedy pojedziemy na King's Cross? - niecierpliwiła się Mionka.
- Sprawdzimy czy wszystko masz i możemy ruszać! - zawołała dziarsko pani Granger - Jak dziecko. - pomyślała po czym się uśmiechnęła.
Szatynka podbiegła do swojego kufra i go otworzyła. W środku było mnóstwo najróżniejszych rzeczy. Była szata ,kociołek ,podręczniki no i oczywiście ubrania które zakłada kiedy nie musi nosić mundurka.
Zamknęła szczelnie kufer po czym oznajmiła:
- Wszystko sprawdzone! Możemy ruszać! - żołądek znów zaczął skręcać jej się z podniecenia.
Tata Hermiony poszedł uruchomić samochód. Po chwili dziewczyna siedziała na tylnym siedzeniu wyglądając przez okno. Już za chwilę zobaczy Harry'ego i Weasley'ów a w szczególności Ginny i Freda. Tak...Freda! Nie wiedziała czemu ale ostatnio stawał się jej coraz bliższy. Czasem nawet wysyłał do niej listy z pytaniem czy chce odwiedzić Norę. Tak też robiła. Podczas całego sierpnia spędziła u Weasley'ów ponad dwa tygodnie! Bardzo lubiła tą zakręconą rodzinkę.
Z rozmyśleń wyciągnął ją tata ,krótkim:
-Jesteśmy na miejscu.
Wysiadła z samochodu i z drobną pomocą taty wyciągnęła swój kufer z bagażnika. Kiedy znalazła się przed czarodziejskim wejściem na peron 9 i 3/4 , mama bardzo mocno ją przytuliła.
-Uważaj na siebie.
Szatynka wreszcie uwolniła się z uścisku matki i przebiegła przez bramkę na peron 9 i 3/4. Na peronie od razu ujrzała Ginny i resztę rudzielców.
-Mionka! Nareszcie! Zaczynałam tracić cierpliwość. - wrzeszczała ruda ściskając przyjaciółkę
Tak...to będzie długi dzień. Jej spojrzenie powędrowało dalej ,zobaczyła Freda. Przez chwilę patrzyli sobie w oczy ,w końcu Hermiona spuściła wzrok rumieniąc się delikatnie.
-Nie udało mi się utrzymać kontaktu wzrokowego! Co on sobie teraz pomyśli?! Że co?! Że jestem w nim zakochana?! - biła się z myślami szatynka - W sumie...jestem w nim zakochana. Ale czy to można nazwać zakochaniem? Czy zwykłym zauroczeniem? Ech... - rozmyślała Hermiona.
Wsiadła do pociągu i pomachała rodzicom rudzielców. Zamknęła okno i usiadła na fotelu. Godziny mijały w ślimaczym tempie. Nie chciało jej się nawet czytać i nie wiadomo kiedy ,zasnęła. Obudził ją po pewnym czasie ,Harry.
- Hermi! Zaraz dojedziemy. - mówił bliznowaty
Dziewczyna zerwała się na nogi i popędziła przebrać się w szatę. Wróciła do przedziału i jeszcze raz sprawdziła czy wszystko ma w kufrze.
- Idealnie! - powiedziała do siebie dziarskim tonem.
Nagle pociąg zatrzymał się ze świstem. Wysiadła z gromadką rudych czupryn i wybrańcem. Słyszała głos Hagrida:
- Pirwszoroczni tędy! - wołał
Nie było trudno go dostrzec. Olbrzymi włochaty mężczyzna stojący w środku tłumu. Przypomniała sobie wtedy przykry artykuł o Hagridzie z zeszłego roku. Ta jędza ,Rita Skeeter napisała ,że Hagrid jest niebezpiecznym pół olbrzymem. Hagrida wychował tata - mądry czarodziej ,jego matką była olbrzymka Frywulda.
Brązowooka wsiadła z westchnieniem ulgi do powozu. Konie ruszyły. Po chwili znalazła się wraz z innymi uczniami Hogwartu w Wielkiej Sali. Jak zwykle na stole było dużo najrozmaitszych potraw. Poczuła ,że robi się głodna. Usiadła przy stole i zaczęła się ceremonia przydziału.
- Euan Abercrombie! - zawołała McGonagall
Z szeregu wyszedł niepewnym krokiem przerażony chłopiec. Tiara opadła mu na oczy.
-GRYFFINDOR! - wrzasnęła.
Z każdą chwilą coraz mniej pierwszoroczniaków zostawało w szeregu. Ostatnia była Rose Zeller ,została przydzielona do Hufflepuffu a profesor McGonagall odniosła kapelusz na miejsce. Wszyscy zaczęli łapczywie jeść ,zwłaszcza Ron. Po krótkiej mowie Dumbledora ,który opowiadał ,że trzeba się jednoczyć w obliczu zagrożenia i tym podobne ,wszyscy poszli do pokojów wspólnych.
-Jakie jest hasło? - spytała Percy'ego Hermiona.
- Mimbulus mimbletonia! - powiedział głośno i wyraźnie Percy.
- Jak? - zdziwił się Ron - Nigdy tego nie zapamiętam.
I weszli do pokoju wspólnego. Szatynka pobiegła do swojego dormitorium aby rozpakować kufer. Trwało to długo. W końcu wyczerpana poszła pod prysznic i rzuciła się na łóżko.
- Hogwart... - uśmiechnęła się po czym zasnęła.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
UWAGA!
Imiona i nazwiska pierwszoroczniaków wzięłam z piątej części Harry'ego Pottera aby wszystko się zgadzało. Prolog długi ale mam nadzieję ,że się spodoba. Następny rozdział dodam niedługo ;)
Pozdrawiam!
-Zdecydowanie za wcześnie. - powiedziała wzdychając - No nic...w końcu trzeba się wygramolić z łóżka.
Przez całą noc towarzyszył jej ten dziwny ścisk w żołądku. Wzdrygnęła się na samą myśl o eliksirach ze Snapem ,lecz gdy w myślach ujrzała roześmianą twarz Freda na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
Siedziała tak na łóżku dłuższą chwilę. Kiedy uświadomiła sobie co przed chwilą robiła ,natychmiast spłonęła rumieńcem. To musiało dziwnie wyglądać. Westchnęła po czym poszła do łazienki. Wzięła prysznic i ubrała się w granatowe rurki , czerwoną bluzkę z falbankami i czarne trampki. Rozczesała swoje puszyste włosy i użyła perfum ,które dostała na święta od mamy. Miały zapach lawendowy.
-Mmm...- mruknęła dziewczyna wąchając flakonik - Tego mi było trzeba!
Spojrzała w lustro i dojrzała w nim śliczną szatynkę która dziś miała iść do piątej klasy w Hogwarcie.
Czas tak szybko mija. Przypomniała sobie siebie ,kiedy na jej głowie spoczywała tiara przydziału. Bała się wtedy do jakiego domu ją przydzieli. Lecz kiedy tiara wykrzyknęła "Gryffindor" cały strach zniknął. Uśmiechnęła się do swojego odbicia i zeszła na śniadanie taszcząc za sobą po schodach wielki kufer.
-Pomogę ci kochanie! - powiedział pan Granger podtrzymując kufer który o mało co nie spadł ze schodów.
-Dzięki tato - odpowiedziała szatynka zbiegając za nim po stopniach na śniadanie.
Hermionie na widok tostów z dżemem zrobiło się ciepło na żołądku. Pochłonęła migiem swój posiłek i zwróciła się tym razem do mamy.
- Kiedy pojedziemy na King's Cross? - niecierpliwiła się Mionka.
- Sprawdzimy czy wszystko masz i możemy ruszać! - zawołała dziarsko pani Granger - Jak dziecko. - pomyślała po czym się uśmiechnęła.
Szatynka podbiegła do swojego kufra i go otworzyła. W środku było mnóstwo najróżniejszych rzeczy. Była szata ,kociołek ,podręczniki no i oczywiście ubrania które zakłada kiedy nie musi nosić mundurka.
Zamknęła szczelnie kufer po czym oznajmiła:
- Wszystko sprawdzone! Możemy ruszać! - żołądek znów zaczął skręcać jej się z podniecenia.
Tata Hermiony poszedł uruchomić samochód. Po chwili dziewczyna siedziała na tylnym siedzeniu wyglądając przez okno. Już za chwilę zobaczy Harry'ego i Weasley'ów a w szczególności Ginny i Freda. Tak...Freda! Nie wiedziała czemu ale ostatnio stawał się jej coraz bliższy. Czasem nawet wysyłał do niej listy z pytaniem czy chce odwiedzić Norę. Tak też robiła. Podczas całego sierpnia spędziła u Weasley'ów ponad dwa tygodnie! Bardzo lubiła tą zakręconą rodzinkę.
Z rozmyśleń wyciągnął ją tata ,krótkim:
-Jesteśmy na miejscu.
Wysiadła z samochodu i z drobną pomocą taty wyciągnęła swój kufer z bagażnika. Kiedy znalazła się przed czarodziejskim wejściem na peron 9 i 3/4 , mama bardzo mocno ją przytuliła.
-Uważaj na siebie.
Szatynka wreszcie uwolniła się z uścisku matki i przebiegła przez bramkę na peron 9 i 3/4. Na peronie od razu ujrzała Ginny i resztę rudzielców.
-Mionka! Nareszcie! Zaczynałam tracić cierpliwość. - wrzeszczała ruda ściskając przyjaciółkę
Tak...to będzie długi dzień. Jej spojrzenie powędrowało dalej ,zobaczyła Freda. Przez chwilę patrzyli sobie w oczy ,w końcu Hermiona spuściła wzrok rumieniąc się delikatnie.
-Nie udało mi się utrzymać kontaktu wzrokowego! Co on sobie teraz pomyśli?! Że co?! Że jestem w nim zakochana?! - biła się z myślami szatynka - W sumie...jestem w nim zakochana. Ale czy to można nazwać zakochaniem? Czy zwykłym zauroczeniem? Ech... - rozmyślała Hermiona.
Wsiadła do pociągu i pomachała rodzicom rudzielców. Zamknęła okno i usiadła na fotelu. Godziny mijały w ślimaczym tempie. Nie chciało jej się nawet czytać i nie wiadomo kiedy ,zasnęła. Obudził ją po pewnym czasie ,Harry.
- Hermi! Zaraz dojedziemy. - mówił bliznowaty
Dziewczyna zerwała się na nogi i popędziła przebrać się w szatę. Wróciła do przedziału i jeszcze raz sprawdziła czy wszystko ma w kufrze.
- Idealnie! - powiedziała do siebie dziarskim tonem.
Nagle pociąg zatrzymał się ze świstem. Wysiadła z gromadką rudych czupryn i wybrańcem. Słyszała głos Hagrida:
- Pirwszoroczni tędy! - wołał
Nie było trudno go dostrzec. Olbrzymi włochaty mężczyzna stojący w środku tłumu. Przypomniała sobie wtedy przykry artykuł o Hagridzie z zeszłego roku. Ta jędza ,Rita Skeeter napisała ,że Hagrid jest niebezpiecznym pół olbrzymem. Hagrida wychował tata - mądry czarodziej ,jego matką była olbrzymka Frywulda.
Brązowooka wsiadła z westchnieniem ulgi do powozu. Konie ruszyły. Po chwili znalazła się wraz z innymi uczniami Hogwartu w Wielkiej Sali. Jak zwykle na stole było dużo najrozmaitszych potraw. Poczuła ,że robi się głodna. Usiadła przy stole i zaczęła się ceremonia przydziału.
- Euan Abercrombie! - zawołała McGonagall
Z szeregu wyszedł niepewnym krokiem przerażony chłopiec. Tiara opadła mu na oczy.
-GRYFFINDOR! - wrzasnęła.
Z każdą chwilą coraz mniej pierwszoroczniaków zostawało w szeregu. Ostatnia była Rose Zeller ,została przydzielona do Hufflepuffu a profesor McGonagall odniosła kapelusz na miejsce. Wszyscy zaczęli łapczywie jeść ,zwłaszcza Ron. Po krótkiej mowie Dumbledora ,który opowiadał ,że trzeba się jednoczyć w obliczu zagrożenia i tym podobne ,wszyscy poszli do pokojów wspólnych.
-Jakie jest hasło? - spytała Percy'ego Hermiona.
- Mimbulus mimbletonia! - powiedział głośno i wyraźnie Percy.
- Jak? - zdziwił się Ron - Nigdy tego nie zapamiętam.
I weszli do pokoju wspólnego. Szatynka pobiegła do swojego dormitorium aby rozpakować kufer. Trwało to długo. W końcu wyczerpana poszła pod prysznic i rzuciła się na łóżko.
- Hogwart... - uśmiechnęła się po czym zasnęła.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
UWAGA!
Imiona i nazwiska pierwszoroczniaków wzięłam z piątej części Harry'ego Pottera aby wszystko się zgadzało. Prolog długi ale mam nadzieję ,że się spodoba. Następny rozdział dodam niedługo ;)
Pozdrawiam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)