niedziela, 6 października 2013

Miniaturka - Tlący się płomień

Była zima. Zima jakiej jeszcze świat czarodziejów nie widział. Wszyscy chowali się w domach i nie wychodzili z nich na dłużej niż dziesięć minut. Szczupła szatynka szła przez ulicę, która teraz była całkowicie pusta. Jej drobna twarz ukryta była w grubym szalu, który zgrabnie opadał jej na ramiona. Jej włosy falowały mocno na wietrze, a w jej oczach nie było już takich iskierki jak za dawnych lat. Z jej oczu nie można było niczego wyczytać. Po chwili jej wzrok spoczął na bramie od małego cmentarza. Była dość okazała, czarne metalowe pręty wiły się w każdą stronę, a na prostokątnej tabliczce napisane było tylko jedno zdanie - "Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony".  Tak bardzo utkwiły jej w pamięci te słowa. Wysunęła z kieszeni płaszcza jedną rękę i nacisnęła mocno klamkę. Jej oczom ukazała się wąska alejka. Po obu stronach znajdowały się groby, jedne zaniedbane, drugie piękne i czyste. Między grobami rosły drzewa, których nagie gałęzie smętnie zwisały nad alejką. Dobrze znała ten cmentarz, cmentarz ofiar II wojny czarodziejów. Ruszyła przed siebie, starając się powstrzymać cisnące się na jej oczy łzy. Nie patrzyła na boki, nie chciała, nie chciała tego drugi raz przeżywać. Tego uczucia, jakby serce nagle eksplodowało od ilości żalu i rozpaczy. Tego bólu, który niszczył ją wewnętrznie. Tej bezsilności. Dotarła w końcu do tego grobu. Był on przysypany grubą warstwą śniegu, a na środku płyty stał mały znicz, w którym tlił się malutki płomień. Była czarodziejką, potrafiła sprawić, że ogień nie gasł, ale nie potrafiła przywrócić życia osobie, która odeszła lata temu. Nie potrafiła przywrócić życia osobie,  którą tak kochała. Tak tęskniła za jego uśmiechem pełnym miłości i troski. Ale jego już przy niej nie było. Nie było przy niej jej kochanego Freda. Wielka jak groch łza spłynęła po jej bladym policzku, na to wspomnienie.
                                   
                                                              ~~~~~***~~~~~


Hermiona wraz z Harry'm i Ronem wkroczyła do Wielkiej Sali. Szła przodem rozglądając się dookoła. Nigdzie nie dostrzegła Freda i co chwila widziała martwe ciała jej przyjaciół. Niepokój w jej sercu wciąż narastał, ale szła dalej. Nagle dostrzegła garstkę rudych czupryn. Szybko do nich podbiegła, lecz to, co zobaczyła całkowicie ją ją przerosło. Jej Fred. Jej kochany Fred leżał na podłodze bez życia. Upadła na kolana szlochając.

- Fred, obudź się! - pogładziła jego piegowatą twarz - Czemu się nie budzisz? Fred! Błagam cię Fred, nie rób mi tego!

Ale on nie odpowiadał. Jego usta nadal zastygły w uśmiechu, lecz jego oczy puste i pozbawione wesołych iskierek. 

- On już się nie obudzi Hermiono. - powiedziała drżącym głosem Ginny, wybuchając płaczem.

- To niemożliwe! Musi być jakiś sposób! - krzyczała szatynka , połykając łzy - Fred, idioto! Czemu ty?! Czemu?!


                                                            ~~~~~***~~~~~

Otarła łzę bladą dłonią i otrzepała grób ze śniegu. Przeczytała jeszcze cicho napis na płycie - "*Dopiero żyć zaczniesz, gdy umrzesz kochając". Znów ten ból, znów to cierpienie. 

- Kocham cię Freddie. - szepnęła tylko, po czym odeszła.

A płomień dalej się tlił...


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

*"Dopiero żyć zaczniesz, gdy umrzesz kochając" - Jan Twardowski

No więc wróciłam. Wróciłam po siedmiu miesiącach nieobecności. Niestety ta miniaturka wyszła krótka, ale mam wenę! I to jaką! Mam nadzieję, że ty Wikyyy, nie zapomniałaś o mnie. Tę miniaturkę dedykuję Tobie oraz mojej zmarłej prababci.  Nie wiem czy skończę moją poprzednią opowieść, raczej nie. Następna miniaturka (bądź rozdział) pojawi się za około tydzień. Cieszycie się, że wróciłam?

Przy tym pisałam:

~Ania

niedziela, 14 kwietnia 2013

Przykro mi!

Witajcie! Chyba nikogo ta wiadomość nie zdziwi, Kończę z tym blogiem. Przepraszam, że nie skończyłam ale tylko jedna osoba komentowała więc nie miałam dużej motywacji. Weny też. Przepraszam!Może kiedyś wrócę z nowym blogiem lub rozdziałam :c

Żegnajcie!

czwartek, 14 lutego 2013

Ogłoszenie nr. I

Witam wizardy :)
Najprawdopodobniej rozdział pojawi się po moich feriach.
Mam nadzieje, że powróci mi wena.
Trzymajcie się, cześć.

piątek, 1 lutego 2013

Rozdział VIII - Sobota, niezwykła sobota.

Dla zwykłego człowieka - zwykła sobota
Dla czarodzieja - zwykła sobota
Dla Hermiony, Harry'ego, Rona i reszty Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie - niezwykła sobota


Słońce delikatnie muskało swoimi promieniami gładką taflę jeziora. Zielonkawe już drzewa szumiały przyjaźnie. Trawa nabierała koloru. Po zimie nie został żaden ślad, tylko wspomnienia. Można by powiedzieć, że jest wiosna ale to dopiero początek lutego. Czemu ta atmosfera zapanowała w dżdżystej* Anglii? Nie wiadomo, magia. W końcu jesteśmy na terenie Hogwartu. Z powodu tej pogody cała szkoła przesiadywała na błoniach. Uwagę przyciąga grupka ludzi. Szczęśliwych ludzi. cztery rudzielce, czarnowłosy i szatynka. Hermiona śmieje się z zapewne żartu Freda lub George'a, który to który? Tylko z bliska można ich rozróżnić. Ron skrada się za Mioną z najprawdopodobniej zamiarem połaskotać ją. Harry i Ginny śmieją obserwując jak Ron próbuje przejść niezauważony. Wzruszająca scena, doprawdy...
Po chwili kolejny głośny wybuch śmiechu, tym razem szatynki. Najwyraźniej Ron dopiął swego i zaczął ją łaskotać.


- Ron! Przestań, błagam! - krzyknęła zwijając się ze śmiechu.
- Ani mi się śni. - burknął rudzielec.
- Ale za co to? - spytała łapiąc szybko powietrze.
- Zawsze musi być powód? - uśmiechnął się złośliwie. - Harry! Pomóż mi!
- Nie, Harry! Błagam! Nieee! - prosiła.
- No wiesz... - udał obrażonego, Ron - Psujesz zabawę.
- Ginny! Ratuj! - krzyknęła i spojrzała błagalnie na przyjaciółkę.
- Wolę popatrzeć. - uśmiechnęła się identycznie jak Ron.


W tym momencie rudzielec dręczący Hermione wyleciał w powietrze i spadł na ziemię metr dalej.


- Wiesz...nie mogłem patrzeć jak się męczysz. - wyszczerzył się Fred.


                                                                 ~~♥♥♥~~~


Po udanym przedpołudniu cała grupka udała się do Wielkiej Sali na obiad. Na podest wkroczył Dumbledore ubrany w swoją ulubioną, błękitną szatę. Klasnął i wszystkie oczy w tej Sali zwrócone były teraz w jego stronę.


- Chcę przypomnieć, że już niedługo, bo 14 lutego, odbędzie się wyjście do wioski Hogsmeade. Jak co roku, trzecioklasiści przynoszą kartki z pozwoleniem na wyjście opiekunom swojego domu. Przypominam również, że zgodę może wyrazić tylko prawowity opiekun. Wyjście to nie będzie zwyczajne bo po nim w Pokojach Wspólnych odbędą się przyjęcia walentynkowe. - prześlizgnął swój wzrok po całej Sali, w której rozbrzmiewały podniecone szepty. - Na korytarzu przed Wielką Salą ustawione są już duże skarbony. Możecie tam wrzucać swoje walentynki. Zostaną one rozdane odbiorcom podczas święta. A teraz, jedzcie!


- O rany! Jestem ciekawy czy dostanę walentynkę. - podniecił się Ron.
- Od Lavender napewno. Łazi za tobą od początku roku. - uśmiechnął się George.
- Ciszej! - szturchnął go Fred. - Ronuś się zawstydził.
- Wcale nie! - oburzył się ich brat.
- Ronuś się rumieni! - wyszeptali rozradowani bracia.
- Ale jesteście wredni. - zmrużył oczy.


Hermiona nie mogąc skupić się podczas czytania spojrzała na nich wzrokiem godnym bazyliszka.


- Odłóż tą książkę. Jest weekend! - jęknął Ron.
- Muszę się pouczyć! Ty nigdy nie odczuwasz potrzeby pouczenia się? - otworzyła szerzej oczy.
- Nie? - ni to spytał ni to stwierdził rudzielec.
- No nic. Ja tak więc jakbyś mógł być trochę ciszej! - spojrzała na książkę.
- Oj Miona! Masz dużo czasu na naukę! - wtrącił się Fred.
- O przepraszam! Spędziłam z wami czas na błoniach! Super się bawiłam ale mam też obowiązki! - powiedziała nieco głośniej szatynka.
- Ale masz mnóstwo czasu! - stwierdził Fred.
- Mam mniej czasu niż ci się wydaje. Wiecznie się czepiacie tego, że muszę się pouczyć! - wstała. - A teraz przepraszam, idę gdzieś, gdzie będę mogła się skupić. - poszła szybkim krokiem w stronę drzwi potrącając po drodze drugoklasistę.
- Co jej jest? - spytał rudzielec swojego brata Freda, który siedział z otwartymi ustami gapiąc się na drzwi, za którymi zniknęła Hermiona.


Westchnął.


- No to nici z zaproszenia. - powiedział smutno.
- To miało znaczyć: Ma charakterek. - szepnął George w stronę Rona.


                                                                 ~~♥♥♥~~


Szatynka wpadła jak burza do dormitorium.


- To niesprawiedliwe! Czemu jak oni coś robią to ja im nie zwracam uwagi? Po prostu! A oni nie potrafią uszanować tego, że chcę mieć dobre stopnie. Oni nie wiedzą o moim marzeniu! - warknęła otwierając pamiętnik. Wyjęła z niego karteczkę sprzed dwóch tygodni:


19 stycznia
Drogi pamiętniku!
Pisałam ci już o moim marzeniu? Chciałabym po skończeniu Hogwartu otworzyć firmę z książkami naukowymi mojej własnej roboty. W ten sposób nauka byłaby łatwiejsza bo napisałabym to w prostym języku. Muszę się dużo uczyć ale to nie sprawia problemu bo to lubię. Najgorsze są tylko złośliwe komentarze bliźniaków i Rona na ten temat. 


- Smutna Hermiona


- Czemu oni nic nie rozumieją! Nie chcę im zdradzać tego marzenia! Chcę mieć chociaż jedną tajemnicę! - krzyknęła w myślach.


Sięgnęła po książkę i zagłębiła się w lekturze.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


WRÓCIŁAM!
Tak, ponad tydzień byłam chora - dlatego nie było notek.
Podoba mi się ten rozdział i mam nadzieję, że wam też się spodoba.

Napewno zauważyliście zmianę wyglądu bloga. Uznałam, że ten jest lepszy. Co o nim sądzicie?

Muzyka przy której pisałam:

Kate Bush - The Man with the Child in his Eyes
http://www.youtube.com/watch?v=OghzXS6xu8M

Imagine Dragons - Radioactive
http://www.youtube.com/watch?v=eu-xFvLaE68

Polecam posłuchać bo fajne :)
Notka pojawi się niedługo.

Pozdrawiam, Ania!







środa, 16 stycznia 2013

Rozdział VII - "Lubisz Hermionę!"

-Opowiedz mi jakim cudem przeżyłaś. Co się stało? - czarnowłosy chłopak siedział na krześle obok łóżka Ginny.
- No dobrze. - uśmiechnęła się. - Wczoraj wieczorem poszłam do Hagrida po książkę o magicznych stworzeniach, która potrzebna mi była do pracy domowej. Wracając do zamku usłyszałam szelest. Wiesz jak to jest, wysłannicy Voldemorta depczą nam po piętach. Zwłaszcza teraz, kiedy Pettigrew uciekł. Pobiegłam w kierunku szkoły. Za mną biegł jakiś człowiek. Nie było mu widać twarzy - otworzyła szeroko oczy - Miał czarną pelerynę. Przewróciłam się, celował we mnie różdżką, a ja nie miałam siły odparować zaklęcia. Za mało jeszcze umiem. - rozpłakała się - Tak mi przykro Harry ,przeze mnie masz kłopoty.
- Hej, spokojnie. Jak zdążyłaś zauważyć w kłopoty wpakowuję się co roku! - uśmiechnął się.
- Ale jestem głupia. - zaśmiała się ocierając łzy rękawem. - Prawda Harry? Harry? - spojrzała na niego. Zasnął. Czas by ona też poszła spać, już późno.

                                                             
                                                                   ~~~♥♥♥~~~


- Miona, wstawaj! - Fred delikatnie potrząsał ramieniem koleżanki.
- Mamo, jeszcze pięć minutek. - mruknęła przez sen.
- Ja ci dam mamo! - oburzył się.
- Cicho. - syknął Ron - Obudzisz Ginny.
- To pomóż mi obudzić Hermionę. Przypominam ci, że za godzinę zaczynacie zajęcia.  - powiedział Fred naśladując ton swojego brata.
- No dobrze. Powiedz mi co mam robić. - rzekł znudzony.
- Nie żartuj! A po co jakiś gościu wymyślił zaklęcie Aquamenti?


Ron nic nie powiedział. Westchnął cicho i podszedł do śpiącej szatynki.


- Aquamenti! - strumień wody wystrzelił z jego różdżki na przyjaciółkę. Obudziła się zszokowana. Posłała braciom mordercze spojrzenie.
- Kto to zrobił? - zmrużyła oczy.
- Znaczy, Fred powiedział mi żebym cię obudził wodą bo nazwałaś go przez sen swoją mamą. Ja nie chciałem, przysięgam! - jąkał się Ron.


Zacisnęła pięści i wstała by podziękować jednemu z bliźniaków. Rudzielec stał z boku i zwijał się ze śmiechu. Podeszła do niego, mina mu zrzedła.


- Powinnaś zobaczyć swoją minę. - starał się zmienić temat.
- Wystarczy mi twoja buźka. - uśmiechnęła się złośliwie.


Wyjęła z tylnej kieszeni spodni różdżkę. Fred zobaczył co się święci i wybiegł ze Skrzydła Szpitalnego. Hermiona rzuciła się za nim w pogoń. Wybiegli na błonia. Szatynka cały czas krzyczała, że nienawidzi jego żartów i powinien zachowywać się mądrzej. Stanęli nad jeziorem. Rudzielec nie miał drogi ucieczki.


- Co masz na swoje wytłumaczenie? - syknęła


Nic nie odpowiedział. Przez chwilę panowała krępująca cisza. Dziewczyna zaczęła szczękać zębami. Zawiał mocniej wiatr a ona poczuła przeszywające zimno. Spostrzegła, że już całe jej ciało się trzęsie.


- Jeśli przez ciebie się przeziębię to przyrzekam, że wydrapię ci oczy. - rzuciła mu gniewne spojrzenie.


Fred przypomniał sobie wykład swojej rodzicielki na temat szanowania dziewczyn. Zdjął z siebie sweter i podał zmarzniętej szatynce. Uśmiechnęła się błogo i ruszyli w stronę zamku.

-Hermiona się zmieniła. Lubisz ją. Jest coraz bardziej szalona. Lubisz ją, lubisz ją, lubisz ją! - odezwał się głos w jego głowie.

-Daj spokój, przecież to ta kujonka. Takie się nie zmieniają. To tylko przyjaciółka twojego brata.- usłyszał drugi głos

-No i wybrańca.

-Phi, lubią ją tylko dlatego, że daje im spisać zadania.

-Lubisz Hermionę.

-Nie lubisz Hermiony.

- Możecie się zamknąć?! Lubię Mionę! - wtrącił się Fred. - Dziękuję!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Z przyjemnością stwierdzam, że coraz bardziej podobają mi się moje posty :)

Dedykacja dla wszystkich czytających.

Pozdrawiam!



piątek, 11 stycznia 2013

Rozdział VI - Kamień z serca.

Rozpacz. Wielka pustka, która została po kochanej osobie. Hermiona właśnie tak się czuła. Nie miała siły płakać. Ginny nie żyła. Rodzina Weasley'ów pogrążona była w żałobie. Płakali wszyscy, oprócz niej. Ona nie mogła, jest silna.


- Fred... - zaczęła.
- Słucham?! - krzyknął zdenerwowany.
- Nie obwiniaj się. - powiedziała zatroskanym tonem.
- Za co mam się nie obwiniać?! Ca to, że moja siostra umarła? Beznadziejny ze mnie brat! - żalił się swojej przyjaciółce.
- Nie mogłeś wiedzieć. - położyła mu delikatnie rękę na ramieniu.
- Miałem ją chronić! - załkał.
- Ja też. - westchnęła głośno.
- Proszę? - zdziwił się.
- To co słyszałeś. - odpowiedziała mu.
- Nie jesteś nawet pełnoletnia. Ja miałem to robić. Cała nasza rodzina! Nie dotrzymaliśmy słowa. - ukrył twarz w dłoniach.
- Zostawię cię samego żebyś się uspokoił. Porozmawiamy później. - rzuciła na odchodnym.

                                                     
                                                    ~~~~~~♥♥♥~~~~~~


Ciemność. Rudowłosa dziewczyna delikatnie uchyliła powieki. Znajdowała się przy błoniach. Coś czerwonego popłynęło po jej ręce. Poczuła dziwne ciepło.


- Krew. - szepnęła.


Rozejrzała się dookoła. Nie było nikogo kto mógłby jej pomóc. Nie słyszała rozmów. Nawet wiatr przestał szumieć. Próbowała podnieść się z kałuży krwi ale była za słaba.


- Proszę... - po jej policzku spłynęła łza, która zamigotała w świetle księżyca.


Zdążyła zobaczyć czarnowłosą postać biegnącą w jej stronę po czym straciła przytomność.


Harry z daleka rozpoznał posiadaczkę tych ognistych włosów. Ginny...widział już  ją martwą, ale podbiegł do jej ciała. Już z daleka można było dostrzec, że coś tu nie pasuje. Jej klatka piersiowa lekko unosiła się do góry. Oddychała. W oczach Harry'ego zaszkliły się łzy. Musi koniecznie powiedzieć o tym Weasley'om ale jeśli ją zostawi to może jej się coś stać. Harry wziął ją niezgrabnie na ręce. Nigdy nie nosił dziewczyny. Najszybciej jak mógł zaniósł ją do skrzydła szpitalnego. Pani Pomfrey o nic nie pytała. Chłopak pobiegł zbudzić Rona i pozostałych rudzielców, a potem Hermionę. Nie obyło się bez protestów.


- Harry ja chcę spać. Mam mnóstwo lekcji. - ziewała Miona.
- To ważne...Ginny, ona... - wysapał zmęczony.
- Tak wiem, nie żyje. Nie musisz mi przypominać. - mruknęła szatynka.
- Poczekaj. Ginny przeżyła, jest w skrzydle szpitalnym. - powiedział jak z procy.


Z Weasley'ami było podobnie. Teraz wszyscy biegli korytarzem prowadzącym do skrzydła szpitalnego.


- Ginny! - wyszeptała zapłakana Hermiona po czym przytuliła się do nieprzytomnej dziewczyny.


Fred i George uśmiechali się teraz szeroko (pewnie chcieli powstrzymać łzy). Percy marszczył brwi i przygryzał wargę. Ron siedział na rogu łóżka, w którym leżała jego siostra. Harry z uśmiechem przyglądał się reakcji Weasley'ów. Hermiona wciąż przytulała Ginny.


Po dwóch godzinach rudowłosa otworzyła oczy. Usiadła na łóżku. Wszyscy spali, oprócz niego.


- Dziękuję Harry! - powiedziała cicho po czym po jej policzku spłynęła łza, która zamigotała w świetle tak ja k wtedy.


Kamień spadł mu z serca.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Yay!


Wena, wena i jeszcze raz wena! 350 wyświetleń .___. Dla mnie kosmiczna liczba. Chciałam wam z tego powodu bardzo podziękować. Cieszę się, że są ludzie, którzy czytają te wypociny.


Dedykacja dla Wikyyy za słowa, które dosłownie złapały mnie za serce oraz za to, że chce jej się czytać moją rubaśną twórczość. :)


Kolejny rozdział już niedługo.


Pozdrawiam!






czwartek, 10 stycznia 2013

Rozdział V - Początek kłopotów.

Fred bardzo lubił sobotnie poranki. Zawsze mógł odpocząć przed testowaniem kolejnych wynalazków.


-Chodź brachu. Mam wszystkie składniki.- klepnął go w ramię George.
- Co dziś robimy? - zapytał się patrząc na listę jeszcze nie zrobionych wynalazków.
- Mama prosiła nas o spray odgnamiający. - odpowiedział znudzony pomysłami swojej rodzicielki.
- Nudy. - stwierdził po chwili Fred.
- Musimy. No wiesz, zawsze możemy zażądać czegoś w zamian. - powiedział z chytrym uśmieszkiem George.
- Czy myślisz o tym samym co ja? - uśmiechnął się drugi z bliźniaków.
- Możliwe, a o czym myślisz? - spytał z głupim uśmiechem na twarzy, który nie schodził z jego twarzy do pewnego wydarzenia.


                                                            ~~~♥♥♥~~~


Hermiona szła ścieżką prowadzącą do chatki Hagrida. Dokładnie 2 tygodnie minęły od balu. Wydawałoby się, że to wieczność. Tak, jeśli czekasz na coś i nie możesz się tego doczekać to czas, jak na złość, strasznie się ociąga. Tym radosnym wydarzeniem jest kolejne wyjście do Hogsmeade.


Miona dotarła do wejścia i grzecznie zapukała. Brak odpowiedzi. Zrobiła to jeszcze raz. Również brak odpowiedzi.


- Hagrid zawsze otwiera, musiało się coś stać. - pomyślała -Albo, może po prostu wyszedł na kawkę. Tak, wszyscy dziś poszli na kawkę. Korytarze puste, Wielka Sala pusta, błonia puste. Chociaż...nie chwalmy dnia przed zachodem słońca jak to mówią.


Szatynka odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę zamku energicznie ruszając nogami. Z daleka dostrzegła powód rzekomej nieobecności wszystkich uczniów. Odnalazła Harry'ego i podbiegła od niego.


- Harry! Cześć, co się stało? Czemu wszyscy tu są? - spytała zdenerwowana.
- Śmierciożercy, oni zabili...


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Kolejna kosmiczna przerwa. Wybaczcie. Już myślałam żeby skończyć z tym blogiem. Wzięłam pod uwagę wasze komentarze i postanowiłam dodać więcej dialogów.

Dedykacja dla moich dwóch najlepszych przyjaciółek, Naty i Kasi oraz dla Lileyny Durand za radę, dla Wikyyy i Riki.

Pozdrawiam!