Dla zwykłego człowieka - zwykła sobota
Dla czarodzieja - zwykła sobota
Dla Hermiony, Harry'ego, Rona i reszty Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie - niezwykła sobota
Słońce delikatnie muskało swoimi promieniami gładką taflę jeziora. Zielonkawe już drzewa szumiały przyjaźnie. Trawa nabierała koloru. Po zimie nie został żaden ślad, tylko wspomnienia. Można by powiedzieć, że jest wiosna ale to dopiero początek lutego. Czemu ta atmosfera zapanowała w dżdżystej* Anglii? Nie wiadomo, magia. W końcu jesteśmy na terenie Hogwartu. Z powodu tej pogody cała szkoła przesiadywała na błoniach. Uwagę przyciąga grupka ludzi. Szczęśliwych ludzi. cztery rudzielce, czarnowłosy i szatynka. Hermiona śmieje się z zapewne żartu Freda lub George'a, który to który? Tylko z bliska można ich rozróżnić. Ron skrada się za Mioną z najprawdopodobniej zamiarem połaskotać ją. Harry i Ginny śmieją obserwując jak Ron próbuje przejść niezauważony. Wzruszająca scena, doprawdy...
Po chwili kolejny głośny wybuch śmiechu, tym razem szatynki. Najwyraźniej Ron dopiął swego i zaczął ją łaskotać.
- Ron! Przestań, błagam! - krzyknęła zwijając się ze śmiechu.
- Ani mi się śni. - burknął rudzielec.
- Ale za co to? - spytała łapiąc szybko powietrze.
- Zawsze musi być powód? - uśmiechnął się złośliwie. - Harry! Pomóż mi!
- Nie, Harry! Błagam! Nieee! - prosiła.
- No wiesz... - udał obrażonego, Ron - Psujesz zabawę.
- Ginny! Ratuj! - krzyknęła i spojrzała błagalnie na przyjaciółkę.
- Wolę popatrzeć. - uśmiechnęła się identycznie jak Ron.
W tym momencie rudzielec dręczący Hermione wyleciał w powietrze i spadł na ziemię metr dalej.
- Wiesz...nie mogłem patrzeć jak się męczysz. - wyszczerzył się Fred.
~~♥♥♥~~~
Po udanym przedpołudniu cała grupka udała się do Wielkiej Sali na obiad. Na podest wkroczył Dumbledore ubrany w swoją ulubioną, błękitną szatę. Klasnął i wszystkie oczy w tej Sali zwrócone były teraz w jego stronę.
- Chcę przypomnieć, że już niedługo, bo 14 lutego, odbędzie się wyjście do wioski Hogsmeade. Jak co roku, trzecioklasiści przynoszą kartki z pozwoleniem na wyjście opiekunom swojego domu. Przypominam również, że zgodę może wyrazić tylko prawowity opiekun. Wyjście to nie będzie zwyczajne bo po nim w Pokojach Wspólnych odbędą się przyjęcia walentynkowe. - prześlizgnął swój wzrok po całej Sali, w której rozbrzmiewały podniecone szepty. - Na korytarzu przed Wielką Salą ustawione są już duże skarbony. Możecie tam wrzucać swoje walentynki. Zostaną one rozdane odbiorcom podczas święta. A teraz, jedzcie!
- O rany! Jestem ciekawy czy dostanę walentynkę. - podniecił się Ron.
- Od Lavender napewno. Łazi za tobą od początku roku. - uśmiechnął się George.
- Ciszej! - szturchnął go Fred. - Ronuś się zawstydził.
- Wcale nie! - oburzył się ich brat.
- Ronuś się rumieni! - wyszeptali rozradowani bracia.
- Ale jesteście wredni. - zmrużył oczy.
Hermiona nie mogąc skupić się podczas czytania spojrzała na nich wzrokiem godnym bazyliszka.
- Odłóż tą książkę. Jest weekend! - jęknął Ron.
- Muszę się pouczyć! Ty nigdy nie odczuwasz potrzeby pouczenia się? - otworzyła szerzej oczy.
- Nie? - ni to spytał ni to stwierdził rudzielec.
- No nic. Ja tak więc jakbyś mógł być trochę ciszej! - spojrzała na książkę.
- Oj Miona! Masz dużo czasu na naukę! - wtrącił się Fred.
- O przepraszam! Spędziłam z wami czas na błoniach! Super się bawiłam ale mam też obowiązki! - powiedziała nieco głośniej szatynka.
- Ale masz mnóstwo czasu! - stwierdził Fred.
- Mam mniej czasu niż ci się wydaje. Wiecznie się czepiacie tego, że muszę się pouczyć! - wstała. - A teraz przepraszam, idę gdzieś, gdzie będę mogła się skupić. - poszła szybkim krokiem w stronę drzwi potrącając po drodze drugoklasistę.
- Co jej jest? - spytał rudzielec swojego brata Freda, który siedział z otwartymi ustami gapiąc się na drzwi, za którymi zniknęła Hermiona.
Westchnął.
- No to nici z zaproszenia. - powiedział smutno.
- To miało znaczyć: Ma charakterek. - szepnął George w stronę Rona.
~~♥♥♥~~
Szatynka wpadła jak burza do dormitorium.
- To niesprawiedliwe! Czemu jak oni coś robią to ja im nie zwracam uwagi? Po prostu! A oni nie potrafią uszanować tego, że chcę mieć dobre stopnie. Oni nie wiedzą o moim marzeniu! - warknęła otwierając pamiętnik. Wyjęła z niego karteczkę sprzed dwóch tygodni:
19 stycznia
Drogi pamiętniku!
Pisałam ci już o moim marzeniu? Chciałabym po skończeniu Hogwartu otworzyć firmę z książkami naukowymi mojej własnej roboty. W ten sposób nauka byłaby łatwiejsza bo napisałabym to w prostym języku. Muszę się dużo uczyć ale to nie sprawia problemu bo to lubię. Najgorsze są tylko złośliwe komentarze bliźniaków i Rona na ten temat.
- Smutna Hermiona
- Czemu oni nic nie rozumieją! Nie chcę im zdradzać tego marzenia! Chcę mieć chociaż jedną tajemnicę! - krzyknęła w myślach.
Sięgnęła po książkę i zagłębiła się w lekturze.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
WRÓCIŁAM!
Tak, ponad tydzień byłam chora - dlatego nie było notek.
Podoba mi się ten rozdział i mam nadzieję, że wam też się spodoba.
Napewno zauważyliście zmianę wyglądu bloga. Uznałam, że ten jest lepszy. Co o nim sądzicie?
Muzyka przy której pisałam:
Kate Bush - The Man with the Child in his Eyes
http://www.youtube.com/watch?v=OghzXS6xu8M
Imagine Dragons - Radioactive
http://www.youtube.com/watch?v=eu-xFvLaE68
Polecam posłuchać bo fajne :)
Notka pojawi się niedługo.
Pozdrawiam, Ania!