-Opowiedz mi jakim cudem przeżyłaś. Co się stało? - czarnowłosy chłopak siedział na krześle obok łóżka Ginny.
- No dobrze. - uśmiechnęła się. - Wczoraj wieczorem poszłam do Hagrida po książkę o magicznych stworzeniach, która potrzebna mi była do pracy domowej. Wracając do zamku usłyszałam szelest. Wiesz jak to jest, wysłannicy Voldemorta depczą nam po piętach. Zwłaszcza teraz, kiedy Pettigrew uciekł. Pobiegłam w kierunku szkoły. Za mną biegł jakiś człowiek. Nie było mu widać twarzy - otworzyła szeroko oczy - Miał czarną pelerynę. Przewróciłam się, celował we mnie różdżką, a ja nie miałam siły odparować zaklęcia. Za mało jeszcze umiem. - rozpłakała się - Tak mi przykro Harry ,przeze mnie masz kłopoty.
- Hej, spokojnie. Jak zdążyłaś zauważyć w kłopoty wpakowuję się co roku! - uśmiechnął się.
- Ale jestem głupia. - zaśmiała się ocierając łzy rękawem. - Prawda Harry? Harry? - spojrzała na niego. Zasnął. Czas by ona też poszła spać, już późno.
~~~♥♥♥~~~
- Miona, wstawaj! - Fred delikatnie potrząsał ramieniem koleżanki.
- Mamo, jeszcze pięć minutek. - mruknęła przez sen.
- Ja ci dam mamo! - oburzył się.
- Cicho. - syknął Ron - Obudzisz Ginny.
- To pomóż mi obudzić Hermionę. Przypominam ci, że za godzinę zaczynacie zajęcia. - powiedział Fred naśladując ton swojego brata.
- No dobrze. Powiedz mi co mam robić. - rzekł znudzony.
- Nie żartuj! A po co jakiś gościu wymyślił zaklęcie Aquamenti?
Ron nic nie powiedział. Westchnął cicho i podszedł do śpiącej szatynki.
- Aquamenti! - strumień wody wystrzelił z jego różdżki na przyjaciółkę. Obudziła się zszokowana. Posłała braciom mordercze spojrzenie.
- Kto to zrobił? - zmrużyła oczy.
- Znaczy, Fred powiedział mi żebym cię obudził wodą bo nazwałaś go przez sen swoją mamą. Ja nie chciałem, przysięgam! - jąkał się Ron.
Zacisnęła pięści i wstała by podziękować jednemu z bliźniaków. Rudzielec stał z boku i zwijał się ze śmiechu. Podeszła do niego, mina mu zrzedła.
- Powinnaś zobaczyć swoją minę. - starał się zmienić temat.
- Wystarczy mi twoja buźka. - uśmiechnęła się złośliwie.
Wyjęła z tylnej kieszeni spodni różdżkę. Fred zobaczył co się święci i wybiegł ze Skrzydła Szpitalnego. Hermiona rzuciła się za nim w pogoń. Wybiegli na błonia. Szatynka cały czas krzyczała, że nienawidzi jego żartów i powinien zachowywać się mądrzej. Stanęli nad jeziorem. Rudzielec nie miał drogi ucieczki.
- Co masz na swoje wytłumaczenie? - syknęła
Nic nie odpowiedział. Przez chwilę panowała krępująca cisza. Dziewczyna zaczęła szczękać zębami. Zawiał mocniej wiatr a ona poczuła przeszywające zimno. Spostrzegła, że już całe jej ciało się trzęsie.
- Jeśli przez ciebie się przeziębię to przyrzekam, że wydrapię ci oczy. - rzuciła mu gniewne spojrzenie.
Fred przypomniał sobie wykład swojej rodzicielki na temat szanowania dziewczyn. Zdjął z siebie sweter i podał zmarzniętej szatynce. Uśmiechnęła się błogo i ruszyli w stronę zamku.
-Hermiona się zmieniła. Lubisz ją. Jest coraz bardziej szalona. Lubisz ją, lubisz ją, lubisz ją! - odezwał się głos w jego głowie.
-Daj spokój, przecież to ta kujonka. Takie się nie zmieniają. To tylko przyjaciółka twojego brata.- usłyszał drugi głos
-No i wybrańca.
-Phi, lubią ją tylko dlatego, że daje im spisać zadania.
-Lubisz Hermionę.
-Nie lubisz Hermiony.
- Możecie się zamknąć?! Lubię Mionę! - wtrącił się Fred. - Dziękuję!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Z przyjemnością stwierdzam, że coraz bardziej podobają mi się moje posty :)
Dedykacja dla wszystkich czytających.
Pozdrawiam!
środa, 16 stycznia 2013
piątek, 11 stycznia 2013
Rozdział VI - Kamień z serca.
Rozpacz. Wielka pustka, która została po kochanej osobie. Hermiona właśnie tak się czuła. Nie miała siły płakać. Ginny nie żyła. Rodzina Weasley'ów pogrążona była w żałobie. Płakali wszyscy, oprócz niej. Ona nie mogła, jest silna.
- Fred... - zaczęła.
- Słucham?! - krzyknął zdenerwowany.
- Nie obwiniaj się. - powiedziała zatroskanym tonem.
- Za co mam się nie obwiniać?! Ca to, że moja siostra umarła? Beznadziejny ze mnie brat! - żalił się swojej przyjaciółce.
- Nie mogłeś wiedzieć. - położyła mu delikatnie rękę na ramieniu.
- Miałem ją chronić! - załkał.
- Ja też. - westchnęła głośno.
- Proszę? - zdziwił się.
- To co słyszałeś. - odpowiedziała mu.
- Nie jesteś nawet pełnoletnia. Ja miałem to robić. Cała nasza rodzina! Nie dotrzymaliśmy słowa. - ukrył twarz w dłoniach.
- Zostawię cię samego żebyś się uspokoił. Porozmawiamy później. - rzuciła na odchodnym.
~~~~~~♥♥♥~~~~~~
Ciemność. Rudowłosa dziewczyna delikatnie uchyliła powieki. Znajdowała się przy błoniach. Coś czerwonego popłynęło po jej ręce. Poczuła dziwne ciepło.
- Krew. - szepnęła.
Rozejrzała się dookoła. Nie było nikogo kto mógłby jej pomóc. Nie słyszała rozmów. Nawet wiatr przestał szumieć. Próbowała podnieść się z kałuży krwi ale była za słaba.
- Proszę... - po jej policzku spłynęła łza, która zamigotała w świetle księżyca.
Zdążyła zobaczyć czarnowłosą postać biegnącą w jej stronę po czym straciła przytomność.
Harry z daleka rozpoznał posiadaczkę tych ognistych włosów. Ginny...widział już ją martwą, ale podbiegł do jej ciała. Już z daleka można było dostrzec, że coś tu nie pasuje. Jej klatka piersiowa lekko unosiła się do góry. Oddychała. W oczach Harry'ego zaszkliły się łzy. Musi koniecznie powiedzieć o tym Weasley'om ale jeśli ją zostawi to może jej się coś stać. Harry wziął ją niezgrabnie na ręce. Nigdy nie nosił dziewczyny. Najszybciej jak mógł zaniósł ją do skrzydła szpitalnego. Pani Pomfrey o nic nie pytała. Chłopak pobiegł zbudzić Rona i pozostałych rudzielców, a potem Hermionę. Nie obyło się bez protestów.
- Harry ja chcę spać. Mam mnóstwo lekcji. - ziewała Miona.
- To ważne...Ginny, ona... - wysapał zmęczony.
- Tak wiem, nie żyje. Nie musisz mi przypominać. - mruknęła szatynka.
- Poczekaj. Ginny przeżyła, jest w skrzydle szpitalnym. - powiedział jak z procy.
Z Weasley'ami było podobnie. Teraz wszyscy biegli korytarzem prowadzącym do skrzydła szpitalnego.
- Ginny! - wyszeptała zapłakana Hermiona po czym przytuliła się do nieprzytomnej dziewczyny.
Fred i George uśmiechali się teraz szeroko (pewnie chcieli powstrzymać łzy). Percy marszczył brwi i przygryzał wargę. Ron siedział na rogu łóżka, w którym leżała jego siostra. Harry z uśmiechem przyglądał się reakcji Weasley'ów. Hermiona wciąż przytulała Ginny.
Po dwóch godzinach rudowłosa otworzyła oczy. Usiadła na łóżku. Wszyscy spali, oprócz niego.
- Dziękuję Harry! - powiedziała cicho po czym po jej policzku spłynęła łza, która zamigotała w świetle tak ja k wtedy.
Kamień spadł mu z serca.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Yay!
Wena, wena i jeszcze raz wena! 350 wyświetleń .___. Dla mnie kosmiczna liczba. Chciałam wam z tego powodu bardzo podziękować. Cieszę się, że są ludzie, którzy czytają te wypociny.
Dedykacja dla Wikyyy za słowa, które dosłownie złapały mnie za serce oraz za to, że chce jej się czytać moją rubaśną twórczość. :)
Kolejny rozdział już niedługo.
Pozdrawiam!
- Fred... - zaczęła.
- Słucham?! - krzyknął zdenerwowany.
- Nie obwiniaj się. - powiedziała zatroskanym tonem.
- Za co mam się nie obwiniać?! Ca to, że moja siostra umarła? Beznadziejny ze mnie brat! - żalił się swojej przyjaciółce.
- Nie mogłeś wiedzieć. - położyła mu delikatnie rękę na ramieniu.
- Miałem ją chronić! - załkał.
- Ja też. - westchnęła głośno.
- Proszę? - zdziwił się.
- To co słyszałeś. - odpowiedziała mu.
- Nie jesteś nawet pełnoletnia. Ja miałem to robić. Cała nasza rodzina! Nie dotrzymaliśmy słowa. - ukrył twarz w dłoniach.
- Zostawię cię samego żebyś się uspokoił. Porozmawiamy później. - rzuciła na odchodnym.
~~~~~~♥♥♥~~~~~~
Ciemność. Rudowłosa dziewczyna delikatnie uchyliła powieki. Znajdowała się przy błoniach. Coś czerwonego popłynęło po jej ręce. Poczuła dziwne ciepło.
- Krew. - szepnęła.
Rozejrzała się dookoła. Nie było nikogo kto mógłby jej pomóc. Nie słyszała rozmów. Nawet wiatr przestał szumieć. Próbowała podnieść się z kałuży krwi ale była za słaba.
- Proszę... - po jej policzku spłynęła łza, która zamigotała w świetle księżyca.
Zdążyła zobaczyć czarnowłosą postać biegnącą w jej stronę po czym straciła przytomność.
Harry z daleka rozpoznał posiadaczkę tych ognistych włosów. Ginny...widział już ją martwą, ale podbiegł do jej ciała. Już z daleka można było dostrzec, że coś tu nie pasuje. Jej klatka piersiowa lekko unosiła się do góry. Oddychała. W oczach Harry'ego zaszkliły się łzy. Musi koniecznie powiedzieć o tym Weasley'om ale jeśli ją zostawi to może jej się coś stać. Harry wziął ją niezgrabnie na ręce. Nigdy nie nosił dziewczyny. Najszybciej jak mógł zaniósł ją do skrzydła szpitalnego. Pani Pomfrey o nic nie pytała. Chłopak pobiegł zbudzić Rona i pozostałych rudzielców, a potem Hermionę. Nie obyło się bez protestów.
- Harry ja chcę spać. Mam mnóstwo lekcji. - ziewała Miona.
- To ważne...Ginny, ona... - wysapał zmęczony.
- Tak wiem, nie żyje. Nie musisz mi przypominać. - mruknęła szatynka.
- Poczekaj. Ginny przeżyła, jest w skrzydle szpitalnym. - powiedział jak z procy.
Z Weasley'ami było podobnie. Teraz wszyscy biegli korytarzem prowadzącym do skrzydła szpitalnego.
- Ginny! - wyszeptała zapłakana Hermiona po czym przytuliła się do nieprzytomnej dziewczyny.
Fred i George uśmiechali się teraz szeroko (pewnie chcieli powstrzymać łzy). Percy marszczył brwi i przygryzał wargę. Ron siedział na rogu łóżka, w którym leżała jego siostra. Harry z uśmiechem przyglądał się reakcji Weasley'ów. Hermiona wciąż przytulała Ginny.
Po dwóch godzinach rudowłosa otworzyła oczy. Usiadła na łóżku. Wszyscy spali, oprócz niego.
- Dziękuję Harry! - powiedziała cicho po czym po jej policzku spłynęła łza, która zamigotała w świetle tak ja k wtedy.
Kamień spadł mu z serca.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Yay!
Wena, wena i jeszcze raz wena! 350 wyświetleń .___. Dla mnie kosmiczna liczba. Chciałam wam z tego powodu bardzo podziękować. Cieszę się, że są ludzie, którzy czytają te wypociny.
Dedykacja dla Wikyyy za słowa, które dosłownie złapały mnie za serce oraz za to, że chce jej się czytać moją rubaśną twórczość. :)
Kolejny rozdział już niedługo.
Pozdrawiam!
czwartek, 10 stycznia 2013
Rozdział V - Początek kłopotów.
Fred bardzo lubił sobotnie poranki. Zawsze mógł odpocząć przed testowaniem kolejnych wynalazków.
-Chodź brachu. Mam wszystkie składniki.- klepnął go w ramię George.
- Co dziś robimy? - zapytał się patrząc na listę jeszcze nie zrobionych wynalazków.
- Mama prosiła nas o spray odgnamiający. - odpowiedział znudzony pomysłami swojej rodzicielki.
- Nudy. - stwierdził po chwili Fred.
- Musimy. No wiesz, zawsze możemy zażądać czegoś w zamian. - powiedział z chytrym uśmieszkiem George.
- Czy myślisz o tym samym co ja? - uśmiechnął się drugi z bliźniaków.
- Możliwe, a o czym myślisz? - spytał z głupim uśmiechem na twarzy, który nie schodził z jego twarzy do pewnego wydarzenia.
~~~♥♥♥~~~
Hermiona szła ścieżką prowadzącą do chatki Hagrida. Dokładnie 2 tygodnie minęły od balu. Wydawałoby się, że to wieczność. Tak, jeśli czekasz na coś i nie możesz się tego doczekać to czas, jak na złość, strasznie się ociąga. Tym radosnym wydarzeniem jest kolejne wyjście do Hogsmeade.
Miona dotarła do wejścia i grzecznie zapukała. Brak odpowiedzi. Zrobiła to jeszcze raz. Również brak odpowiedzi.
- Hagrid zawsze otwiera, musiało się coś stać. - pomyślała -Albo, może po prostu wyszedł na kawkę. Tak, wszyscy dziś poszli na kawkę. Korytarze puste, Wielka Sala pusta, błonia puste. Chociaż...nie chwalmy dnia przed zachodem słońca jak to mówią.
Szatynka odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę zamku energicznie ruszając nogami. Z daleka dostrzegła powód rzekomej nieobecności wszystkich uczniów. Odnalazła Harry'ego i podbiegła od niego.
- Harry! Cześć, co się stało? Czemu wszyscy tu są? - spytała zdenerwowana.
- Śmierciożercy, oni zabili...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kolejna kosmiczna przerwa. Wybaczcie. Już myślałam żeby skończyć z tym blogiem. Wzięłam pod uwagę wasze komentarze i postanowiłam dodać więcej dialogów.
Dedykacja dla moich dwóch najlepszych przyjaciółek, Naty i Kasi oraz dla Lileyny Durand za radę, dla Wikyyy i Riki.
Pozdrawiam!
-Chodź brachu. Mam wszystkie składniki.- klepnął go w ramię George.
- Co dziś robimy? - zapytał się patrząc na listę jeszcze nie zrobionych wynalazków.
- Mama prosiła nas o spray odgnamiający. - odpowiedział znudzony pomysłami swojej rodzicielki.
- Nudy. - stwierdził po chwili Fred.
- Musimy. No wiesz, zawsze możemy zażądać czegoś w zamian. - powiedział z chytrym uśmieszkiem George.
- Czy myślisz o tym samym co ja? - uśmiechnął się drugi z bliźniaków.
- Możliwe, a o czym myślisz? - spytał z głupim uśmiechem na twarzy, który nie schodził z jego twarzy do pewnego wydarzenia.
~~~♥♥♥~~~
Hermiona szła ścieżką prowadzącą do chatki Hagrida. Dokładnie 2 tygodnie minęły od balu. Wydawałoby się, że to wieczność. Tak, jeśli czekasz na coś i nie możesz się tego doczekać to czas, jak na złość, strasznie się ociąga. Tym radosnym wydarzeniem jest kolejne wyjście do Hogsmeade.
Miona dotarła do wejścia i grzecznie zapukała. Brak odpowiedzi. Zrobiła to jeszcze raz. Również brak odpowiedzi.
- Hagrid zawsze otwiera, musiało się coś stać. - pomyślała -Albo, może po prostu wyszedł na kawkę. Tak, wszyscy dziś poszli na kawkę. Korytarze puste, Wielka Sala pusta, błonia puste. Chociaż...nie chwalmy dnia przed zachodem słońca jak to mówią.
Szatynka odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę zamku energicznie ruszając nogami. Z daleka dostrzegła powód rzekomej nieobecności wszystkich uczniów. Odnalazła Harry'ego i podbiegła od niego.
- Harry! Cześć, co się stało? Czemu wszyscy tu są? - spytała zdenerwowana.
- Śmierciożercy, oni zabili...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kolejna kosmiczna przerwa. Wybaczcie. Już myślałam żeby skończyć z tym blogiem. Wzięłam pod uwagę wasze komentarze i postanowiłam dodać więcej dialogów.
Dedykacja dla moich dwóch najlepszych przyjaciółek, Naty i Kasi oraz dla Lileyny Durand za radę, dla Wikyyy i Riki.
Pozdrawiam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)